[ WSTECZ | SPIS TREŚCI | DALEJ ]     


» GHOST'N'GOBLINS | Capcom 1985 | Platformówka «

Hej! Dziś z cyklu "zagrane i zapomniane", chciałem zaprezentować wam jeden z klasyków, gier arcade, a mianowicie grę "Ghost'n'Goblins" - pierwotnie wydaną w 1985 roku przez firmę Capcom na platformę "Coin-op" (czyli popularne w latach osiemdziesiątych automaty królujące w salonach gier). O popularności tego tytułu świadczyć może liczba konwersji jakich dokonano na ówczesne powszechnie dostępne 8 i 16-sto bitowe sprzęty. A lista jest całkiem spora: Amiga, Amstrad, Atari ST, PC, Spectrum - nie mogło zabraknąć w tym spisie oczywiście SNES i Commodore 64. I właśnie głównie na wersji z C64, skupię się dziś w tej recenzji.

Fabuła "Ghost'n'Goblins" jest prosta, banalna i oklepana niczym nasz rodzimy bokser Andrzej G. po walce z Lennoxem Lewisem: Otóż nieustraszony i szlachetny rycerz, imieniem i tytułem Sir Arthur, wróciwszy z niedawnej wyprawy (oczywiście nieludzko ciężkiej, ale co najważniejsze - wygranej) dowiaduje się że pewna księżniczka (kto wie, może w niedalekiej przyszłości jego narzeczona? :)) została porwana przez okrutnego demona i uwięziona w jego zamku. I jako że każdy szanujący się rycerz, nigdy nie zostawia damy w potrzasku - czym prędzej zakłada swoja lśniąca zbroje i rusza na podbój demonicznego królestwa, celem odbicia nadobnej dziewoi. Strach pomyśleć do jakich celów demon chce wykorzystać księżniczkę... ;P Przyznam się bez bicia: wyżej podany opis fabuły gry jest niedokładny, trochę przekręcony, może nawet odrobinę wyssany z palca - ale jakie to ma znaczenie? W "Ghost'n'Goblins" tak jak w większości platformówek, fabuła jest tylko pretekstem do wrzucenia gracza w wir akcji. I tego z pewnością nam w tej grze nie zabraknie.

Misja Sir Arthur'a wiedzie przez cztery pełne niebezpieczeństw i wrogów poziomy. Rozpoczynamy na cmentarzu, a droga do uratowania księżniczki wiodła będzie przez równie "miłe i przyjemne" okolice demonicznego królestwa: miasto duchów, ponure jaskinie, zaczarowany las czy lodowy pałac. Sława o naszym walecznym księciu dotarła i tu, więc pobyt w każdym z tych miejsc (z pewnością po to, aby nie czuł się nie komfortowo :)) umilany mu będzie przez okoliczny komitet powitalny: na cmentarzysku będą to wypełzający z ziemi zombie, w mieście duchów potężne ogry - ruszające w jego stronę gdy tylko pojawi się w zasięgu ich wzorku, rosnące w lesie zabójczo niebezpieczne rośliny - plujące w naszego gieroja jadem. Oczywiście to nie wszyscy nasi przeciwnicy: latające wampiry, kruki, nietoperze, trole oraz obowiązkowi mini - bossowie na końcu każdego z poziomów - jak na złość wszyscy sprzymierzeni z okrutnym demonem. Bestiariusz w "Ghost'n'goblins" jest zatem całkiem spory i urozmaicony.

Przy całym szacunku dla Sir Arthur'a :) - dosyć kiepsko przygotował się na misję odbicia księżniczki z łap demona: jego zbroja (mimo że lśniąca - o czym już wspominałem) - jest już na tyle wysłużona, że przy najmniejszym kontakcie z którymś ze swoich antagonistów, po prostu rozsypuje się w drobny pył (!) - od tego momentu książę niestety zmuszony będzie biegać w rajtuzach (poważnie) i uważać, gdyż przy kolejnym zetknięciu się z wrogiem straci jedno ze swoich czterech żyć. Do unicestwienia wrogów na początku gry mamy do dyspozycji jeden rodzaj broni - są to lance. Inne, mniej lub bardziej przydatne są dostępne w trakcie rozgrywki: noże, ogniste kule, siekiery - całym tym arsenałem ciskamy we wszystko co stoi na naszej drodze, siejąc zagładę i zniszczenie :).

Samej rozgrywki nie zaliczyłbym do łatwych i przyjemnych - jest dokładnie na odwrót: duża liczba i różnorodność wrogów, niekiedy ich znacznie większa "mobilność" w stosunku do mało ruchliwego, ograniczonego zbroją naszego bohatera, powoduje że dość często i hurtowo można stracić kolejne życia. Ponadto każdy z poziomów urozmaicony został dosyć licznie pojawiającymi się przeszkodami: ruchome platformy, przepaście, płyty - pułapki, które pod naciskiem naszych stóp zapadają się, tryskająca ponad powierzchnie ognistej rzeki lawa - tutaj również twórcy gry, testują naszą zręczność. I niestety każdorazowo, po stracie ostatniego życia, zmuszeni jesteśmy rozpocząć grę od początku. Słowem, poziom trudności stoi w "Ghost'n'Goblins" na wysokim poziomie. Zaliczyłbym to jednak do zalet tego tytułu: mimo że nieraz sfrustrowany, z powodu chybionego po milimetry (bądź piksele - jak kto woli :)) skoku na platformę, bądź inną, głupia śmierć oglądałem napis "Game Over", to przyjemność dostarczana przez rozgrywkę powoduje, że nie masz problemów z rozpoczęciem gry od nowa. "Ghost'n'Goblins" włącza syndrom tzw. "zagrania jeszcze jeden raz" - to chyba pozytywne zjawisko przy tak starym tytule, nieprawdaż?

Stronę graficzną (przypominam, że recenzja jest w oparciu o wersję na C64), nawet jeśli nie miałbym porównywać jej z analogicznymi wersjami gry z innych platform, można by uznać za skromną i nie do końca udaną. Dominują raczej szare i brązowe kolory - częściowo z racji lokacji, w których się znajdujemy. Nadaje to trochę posępny i surowy wygląd. Animacja postaci, z kolei kojarzy mi się ze wczesnymi filmami grozy lub horrorami komediowymi typu "Rodzina Addamsów" - na przykład zombie ze sztywno wystawionymi w stronę Sir Arthura rękami, poruszające się powoli, jak w transie w jego stronę. Wygląda to całkiem zabawnie. Oprawa graficzna w porównaniu z pierwowzorem z automatów? Oceńcie sami, w recenzji zamieszczone są screeny z Snes'a i C64 właśnie. Odpowiedź na to pytanie nasuwa się sama. Na C64 brak również jest intro wprowadzającego i nie ma też mapy świata gry. Inne platformy to miały.

Mimo upływu lat oprawa muzyczna "Ghost'n'Goblins" jest po prostu świetna. Przygrywająca podczas rozgrywki melodia łatwo wpada w ucho - ponura z początku, powolna i posępna melodia przeradza się w końcu w skoczny i rytmiczny kawałek. W większości, melodie z gier wczesnych lat osiemdziesiątych, na ogół kojarzyły mi się z "szumami i piskami", dlatego też wrażenia ze strony audio "G'n'G" odnoszę tym bardziej pozytywne. Za muzykę w grze należy się piątka z plusem.

Tak przedstawia się pokrótce "Ghost'n'Goblins" - przykryty grubą (bo dwudziestopięcioletnią) warstwą kurzu eksponat z muzeum gier zręcznościowych. Zastanawiam się ile osób pamięta lub zna jeszcze tą grę? W każdym razie jeśli będzie to wasz pierwszy, bądź nie, kontakt z "Duchami i Goblinami" polecam sprawdzenie swoich umiejętności w tej grze. Satysfakcja z przejścia kolejnego levelu, może okazać się większa niż ukończenie jakiejkolwiek nowej produkcji o super -zaawansowanej grafice, na ogół banalnym poziomie trudności, a w większości przypadków - bez krzty oryginalności. Takie cechy gier, to dzisiaj niestety już standard - po raz kolejny dochodzę do wniosku, że oldschoolowe tytuły ciągle są dla mnie na topie, często wyprzedzając pod wieloma względami nowe produkcje.

Ocena: 8+/10

 

Plusy: Minusy:

+ grywalność
+ poziom trudności
+ muzyka

- grafika
- niekiedy frustrująca

Klapex